Połączenie OSM Myszków z OSM Łowicz – więcej pytań niż odpowiedzi

Proces połączenia Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Myszkowie z OSM Łowicz, który został zatwierdzony decyzją Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (decyzja nr DKK-252/2024 z dnia 21 października 2024 r.), od samego początku budził duże emocje wśród pracowników, dostawców oraz lokalnej społeczności. Dziś, gdy zakład w Myszkowie w praktyce przestał funkcjonować, a wielu pracowników straciło zatrudnienie, pozostaje zasadnicze pytanie: po co właściwie była ta transakcja i kto na niej realnie skorzystał?

Pytania bez odpowiedzi

Redakcja jednego z lokalnych portali skierowała do byłej dyrekcji OSM Myszków oraz osób odpowiedzialnych za proces połączenia szereg szczegółowych pytań. Dotyczyły one losu około pięćdziesięciu pracowników, planów wobec majątku spółdzielni, warunków, na jakich doszło do połączenia, sytuacji lokalnych dostawców mleka oraz skutków społecznych i ekonomicznych tej decyzji. W odpowiedzi redakcja otrzymała odmowę udzielenia jakichkolwiek wyjaśnień, uzasadnianą przepisami o poufności i ochronie danych osobowych. Taka postawa nie może jednak satysfakcjonować opinii publicznej, ponieważ pytania nie dotyczyły życia prywatnego, lecz decyzji gospodarczych podejmowanych w ramach pełnienia funkcji publicznych oraz ich konsekwencji dla pracowników i regionu.

Oficjalne deklaracje a rzeczywistość

Formalne połączenie OSM Myszków z OSM Łowicz miało służyć wzmocnieniu pozycji rynkowej, poprawie efektywności, stabilizacji finansowej oraz zachowaniu miejsc pracy. Z perspektywy czasu trudno jednak nie zauważyć, że zakład w Myszkowie został wygaszony, a pracownicy pozostawieni bez jasnej wizji przyszłości. Rodzi to uzasadnione pytania o to, czy od początku planowano utrzymanie produkcji w Myszkowie, czy zakład był jedynie przejściowym elementem większej strategii, a także czy interes lokalnej społeczności był w ogóle brany pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o połączeniu.

Pracownicy zapłacili najwyższą cenę

Najbardziej dotkliwe skutki połączenia ponieśli pracownicy. Do dziś brakuje rzetelnej informacji o tym, ilu osobom zaproponowano realne alternatywy zatrudnienia, ilu pracowników otrzymało wypowiedzenia, jakie odprawy i osłony socjalne zostały zapewnione oraz czy ktokolwiek monitorował długofalowe skutki społeczne tej decyzji. Dla związków zawodowych są to kwestie fundamentalne. Nie można mówić o restrukturyzacji czy optymalizacji, jeżeli jej ciężar w całości przerzucany jest na pracowników i ich rodziny.

Co z lokalną społecznością?

Równie niepokojące są sygnały płynące od dostawców mleka, szczególnie mniejszych gospodarstw z regionu Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Pojawiają się pytania o obniżanie klas mleka i cen skupu, ograniczanie współpracy z drobnymi producentami oraz preferowanie dużych dostaw kosztem lokalnych rolników. Jeżeli potwierdzi się, że połączenie doprowadziło do marginalizacji lokalnych dostawców, będzie to kolejny dowód na to, że społeczna odpowiedzialność biznesu, teoretycznie szczególnie istotna w spółdzielczości, została zepchnięta na dalszy plan.

Potrzeba przejrzystości i debaty publicznej

Brak merytorycznych odpowiedzi na podstawowe pytania tylko wzmacnia potrzebę otwartej i uczciwej debaty o tym, jak w Polsce przeprowadzane są procesy konsolidacyjne w sektorze rolno-spożywczym. Spółdzielnie nie są zwykłymi podmiotami rynkowymi. Ich działalność powinna opierać się na przejrzystości, odpowiedzialności społecznej oraz poszanowaniu interesów pracowników i członków. Jako związek zawodowy mamy obowiązek pytać, kontrolować i domagać się odpowiedzi – nie z ciekawości, lecz w imię ochrony miejsc pracy, godności pracowników i przyszłości lokalnych społeczności.

Media społecznościowe: